Silios 19  kwietnia 2006

Pierwsza nasza tegoroczna wyprawa pod nazwą „Szlakiem ruin zamków” potocznie nazywana przez nas mianem „Silios”. Skąd taka nazwa? Zawdzięczamy ją Tomkowi, który widząc po drodze silos (na zboże lub cement, nie pamiętam dokładnie) nazwał go silios. Rozbawiło to nas do tego stopnia, że silios towarzyszył nam później przez większość czasu. Przejdźmy jednak do samej wyprawy. Głównym jej celem była wizyta na zamku we wsi Łupki koło Wlenia, a raczej na tym, co po tym zamku pozostało. Wyruszyliśmy z samego rana i mieliśmy cały dzień do dyspozycji. Im dalej jechaliśmy na południe tym piękniejsze widoki rozpościerały się przed nami. Przykładem mogą być konie kłusujące w stadzie na jednym z gospodarstw leżącym przy trasie do Wlenia. U nas taki widok to rzadkość.

Pod sam zamek dojechać autem się nie udało, gdyż znajduje się on na szczycie wzniesienia o wysokości ok. 300 m n.p.m. Samochód zostawiliśmy w Łupkach, a dalej ruszyliśmy piechotą. Po dotarciu do celu, oczom naszym ukazała się tabliczka informująca o zagrożeniu życia dla ludzi chcących wejść do środka. Co tu dużo mówić, o tragedię nie trudno jeżeli zamek jest w bardzo słabej kondycji. Jednak nie po to jechaliśmy taki kawał drogi, żeby wrócić z niczym. Nie mogliśmy się oprzeć i weszliśmy na wieżę zamkową, skąd mogliśmy podziwiać miasto i oddalone góry. Wszystko oczywiście z zachowaniem najwyższych środków bezpieczeństwa, ponieważ rzeczywiście zamek słabo jest przygotowany dla zwiedzających pod tym kątem.

            Podsumowując tą część wyprawy muszę powiedzieć, że byłem osobiście nieco rozczarowany tymi ruinami. Myślę, wszyscy się trochę zawiedliśmy. Większe wrażenie wywarł na nas jednak zamek Bolczów.

           

Zwiedziliśmy co było do zwiedzenia w ruinach wleńskiego zamku i okazało się że zostało nam jeszcze bardzo dużo czasu, który należałoby jak najlepiej wykorzystać. Otworzyliśmy wszystkie mapy jakie mieliśmy i szukaliśmy miejsca, gdzie znowu moglibyśmy się na chwilę zatrzymać. Po długich obradach nad mapą okolicy, wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy dalej.

            Zatrzymaliśmy się w znanych już nam Rudawach Janowickich, ale nie z myślą o wspinaczce na zamek Bolczów. Tym razem zainteresowały nas ruiny innego zamku. Znajdowały się na wzgórzu niedaleko miejscowości Bukowiec. Zachowały się fragmenty ścian i wieża. Jako, że zbliżała się pora obiadowa, a my zaczęliśmy odczuwać głód, uznaliśmy to miejsce za dobre do spożycia posiłku. Żadne rarytasy. Kiełbasa, chleb, konserwy, pasztety, czyli to co zwykle. Sporo problemów mieliśmy z rozpaleniem ogniska. Brakowało przede wszystkim drzewa, ale i chęci chyba. Jedynie Marcin z zaangażowaniem pracował nad tym, żebyśmy mieli gdzie usmażyć kiełbaski. Po „obiedzie” okazało się, że jeszcze sporo jedzenia nam zostało Tym, czego nie byliśmy w stanie zjeść, postanowiliśmy nakarmić pierwszego spotkanego na naszej drodze psa. Los chciał, że spotykaliśmy na szlaku same lisy. Co ostatecznie stało się z naszymi kiełbasami nawet nie pamiętam.

Po powrocie do auta rozpoczęła się kolejna debata nad tym, gdzie pojechać teraz. Myśleliśmy, że pierwszy punkt wyprawy (ruiny w Łupkach) wypełni nam większą część czasu. Wyszło inaczej i teraz musieliśmy improwizować, bo czasu nadal mieliśmy sporo.

No i wymyśliliśmy. Następny przystanek – Lubomierz. To tam kręcono kultową komedię polską, pt. „Sami swoi” J. Tam również odbywa się Ogólnopolski Festiwal Filmów Komediowych. Do Lubomierza pojechaliśmy, żeby zobaczyć muzeum Kargula i Pawlaka. Przed wejściem do muzeum stoją dwie rzeźby przedstawiające głównych bohaterów filmu. A w środku liczne eksponaty, które brały udział w filmie.

            Ostatnim punktem wycieczki były skałki „Szwajcaria Lwówecka” w Lwówku Śląskim. Należą one do największych w Sudetach. Są wysokie, ale wejście na nie problemów  nam nie sprawiło, gdyż na górę prowadzą schody i ścieżki. Wszystko przygotowane z myślą o turystach J.  Jednogłośnie uznaliśmy tą część naszego wyjazdu za najlepszą, a już na pewno za najzabawniejszą. Zachęcam do pobrania i obejrzenia filmiku pt. „Alpinista” z Tomkiem w roli głównej. Jemu zawdzięczamy Siliosa i ubaw po pachy na skałkach w Lwówku.


-znama-