16-17 sierpień 2005
szklarska poreba
Ruszylismy w piątkę z kilkugodzinnym opóźnieniem, tylko tym
razem plan obejmował również nocleg, nie obejmował tylko tego gdzie miałby on
być. Pełni zapału ruszamy. Kierunek Szklarska Poręba, w planach szlak który przez
moją pomyłkę został pominięty w maju, tzn; zielony szlak od ,, Hali pod Łabskim
Szczytem,, prowadzący do podnóża Śnieżnych Kotłów i dalej do Rozdroża pod
Wielkim Śmielcem. W Szklarskiej byliśmy gdzieś tak ok. 18 , nie pamiętam
dokładnie. Zresztą mało ważne. Podstawowy problem – nocleg idziemy najpierw na
pole namiotowe, okazało się, że ceny są strasznie wygórowane a obóz świeci
pustkami cóż taka polityka, to było pole namiotowe koło muzeum minerałów. Po
jakichś kilkunastu minutach trafiamy na następne pole, zważywszy na fakt że
nasze fundusze były mocno ograniczone więc targujemy się z panią o cenę, tzn;
Mela się targuje ( ma chłopak naturalny dar) a my trzymamy kciuki. Po
dwudziestominutowych pertraktacjach, pani mięknie, ale nie do końca pewna każe nam
czekać na męża więc czekamy... czekamy ... i jedziemy w cholerę bo ciemno się
już robi, a my dalej jesteśmy z niczym. W końcu udaje nam się znaleźć,
zdawałoby się dogodne miejsce na nocleg. Kawałek łączki, w ukryciu, ogólnie
git. Łąka należała do pewnej miłej pani, która zezwoliła nam na niej
przenocować. W ramach rewanżu kupiliśmy jej bombonierkę czekoladek, ale jakimś
dziwnym zbiegiem okoliczności czekoladki te nigdy nie dotarły do adresata.
Wieczór upłynął nam miło przy ognisku, piwku i kurczaku którego Znama przywiózł
z domu. Mięliśmy jeden namiot więc Łysy, Mela i Janek zajęli go. Ja ze Znamą
spaliśmy w samochodzie, jeden gwałtowny ruch drgnięcie znamy rączki i hamulec
reczny zostaje odblokowany a mercedes zaparkowany pod kątem 30 stopni może sie
sturlac ze skały. Poranek był piękny, śniadanko, i ruszamy... albo nie. Pojawia
się maleńki problem, Znamy merc nie chce zapalić. Za namową Meli został
zaparkowany na pochyłości i cała benzyna spłynęła. Takie rzeczy to się dzieją
zawsze wtedy gdy Mela jest z nami. Mała poranna zaprawa pchanie merca ze Znamą
w środku pod górę ok. 50m. Daje popalić. Ale nic w końcu udaje nam się go
wypchnąć. Ruszamy. Parkujemy znowu koło komisariatu chyba z sentymentu.
Nie napiszę jak dotarliśmy do schroniska pod Łabskim
Szczytem bo jak Boga kocham nie pamiętam. Ale byliśmy tam, i tutaj prośba do
pewnej bardzo atrakcyjnej pani która była wtedy również w schronisku i której
robiliśmy zdjęcia. Jeśli jakimś cudem trafisz na tą stonkę to daj znać, jeden z
naszych kolegów do tej pory nie może o Tobie zapomnieć, więc aby ukrócić jego
cierpienie , proszę Cię odezwij się jeśli znasz osóbkę ze zdjęcia.

Ze schroniska idziemy, wyżej wymienionym szlakiem, i tutaj moja własna refleksja-jest to jedna z najpiękniejszych tras w Karkonoszach. Nie sposób jej ominąć będąc w Szklarskiej. Prowadzi w zasadzie cały czas po skałkach, aż do kotłów, gdzie człowiek czuje się naprawdę wyjątkowo.

Dodatkową
atrakcją są Śnieżne Stawki tzn . małe jeziorka na dnie kotłów. To miejsce jest
po prostu przepiękne. Kolejnym punktem było rozdroże pod wielkim szyszakiem i
stamtąd marsz pod górę niebieskim szlakiem. Tak jak w maju dotarliśmy do
Wielkiego Szyszaka, a później do kotłów tyle, ze od góry, Widoki naprawdę
piękne a i trasa upłynęła nam szybciej niż podczas majowej wyprawy. Wyszła
bardzo dziwna sprawa gdyz kilometrów było dużo droga nie była lekka a Tomek sie
zmeczył i zaniemógł dopiero na etapie schodzenia, kto normalny słabnie i sie
meczy przy schodzeniu...Naprawde miał chłopak kryzys to wygladało, tak jakby
dopadłgo jakis wirus:) . Wyprawa udana, wszyscy zdrowi, czego chcieć więcej.
-bora-