5-V-2005
majówka
Wszystko zaczęło się w Maju 2005. W założeniach miał to być
niewinny wypad w góry, ot takie oderwanie się od szarej rzeczywistości. Nie
planowaliśmy nawet brać większej ekipy, bo to wkońcu będzie spokojny dzień, bez
szaleństw, pełen luz, bynajmniej takie były wstępne założenia.....były...
Pobudka 5.00. Wyjazd godzinę później. Był piękny
poranek i dzień zapowiadał się kapitalnie, no i faktycznie taki był. Nie mamy ze sobą wiele, normalne
ubranie jakieś tam dodatkowe pary spodni , swetry, i kurtki przeciwdeszczowe w
razie gdyby nastąpiło jakieś raptowne zerwanie chmury czy coś, zresztą w górach
nigdy nic nie wiadomo. Dodatkowo suchy prowiant, (czasem bardzo suchy), i to by
było na tyle.
Droga upłynęła nam szybko i bez większych problemów. W sumie z Żagania do Szklarskiej Poręby jest blisko, większej tragedii nie ma. A my zresztą jedziemy nie byle czym, więc jesteśmy na miejscu ok. 7.30. Oczywiście normalni ludzie jeszcze śpią więc miasto jest jakby trochę pustawe. Parkujemy autko na parkingu obok posterunku Policji i nie musimy się już o nie martwić. Szukamy sklepu bo w trakcie podróży nasz prowiant nieco się skurczył. Po uzupełnieniu braków ruszamy. Pierwszym punktem naszej wyprawy jest wodospad Szklarki, standard jeśli chodzi o Szklarską Porębę, ale zawsze warto tam wpaść choć na chwilkę, to miejsce przyciąga Krótki pobyt parę fotek i ruszamy do góry. Od wodospadu prowadzi rewelacyjny niebieski szlak do schroniska ,,Pod Łabskim Szczytem,, .Ma on jednak mały minusik, mianowicie w okresie roztopów tak gdzieś od połowy płynie nim strumień, niewielki tak do połowy łydki mniej – więcej. Jeśli kogoś nie odstrasza lodowata woda, która sprawia wrazenie jakby zachwile miala zamroźić nogi na kość to naprawdę gorąco polecamy tą drogę.

Dochodzimy przekoczeni do schroniska, krótka przerwa – no w miarę krótka. I
dalszy marsz, tyle że popełniliśmy mały błąd w nawigacji, pierwotny plan był
taki żeby Scieżką pod Reglami dojść do ,,Rozdroża pod Śmielcem,, i stamtąd
ruszyć na szczyt. Błąd polegał na tym, że zamiast pójść szlakiem zielonym,
ruszyliśmy czarnym. W konsekwencji po jakimś 40 – minutowym marszu
wylądowaliśmy znowu u podnóża góry. Super!!!!!. K...#@$&#
!!!
Nieskromnie powiem ,że sprawcą całego zamieszania byłem ja,
ale co , chyba mi już wybaczyli. Fakt faktem, że wszystko się zaczynało
od nowa a my byliśmy w plecy około 2 godziny czyli jakies
Z miejsca w którym się obecnie znajdowaliśmy , a
było to gdzieś w okolicach ,, Wysokiego mostu ,, mieliśmy tylko jedno wyjście –
ruszyć niebieskim szlakiem w górę w kierunku ,, Rozdroża pod Śmielcem,, Nie
pamiętam ile nam to zajęło czasu, pamiętam za to błoto i spływający z góry
śnieg, miejsca gdzie się wpadało po pas w zaspy i zmarznięte na kość nogi.
Od rozdroża pchaliśmy się dalej w górę aż na szczyt, na Wielki Szyszak. Od tego
momentu pamiętam niewiele, byliśmy zmęczeni głodni i ogólnie mieliśmy głęboko w
d... te całe góry. Chcieliśmy już zejść. Od Szyszaka poprzez ,,Śnieżne Kotły,,
, Łabski Szczyt dotarliśmy na Szrenicę skąd już jak cywilizowani ludzie
zeszliśmy trasą, którą chodzi większość turystów czyli zielony szlak w kierunku
Hali Szrenickiej i dalej Wodospad Kamieńczyka ( warto zobaczyć, ale
niekoniecznie), i Szklarska Poręba. Mimo wszystko uważamy ,że był to jeden z
naszych najlepszych wyjazdów. A z perspektywy czasu ciężko nam znaleźć w nim
jakieś minusy.
-bora-
Mimo tylu problemów i wysiłku było bardzo fajnie, schodziliśmy z
kolega Krystiana ze szkoły średniej ale Krystian dopiero po jakis kilkudziesięciu
minutach załapał ze to jego kolega, cały Krystian. Okazało się ze Krystian
dodatkowo posiada niezwykłą umiejętność. Umie tanczyc na ostrych graniach i
występach skalnych :) nie wiedziec czemu ale wlasnie zawsze w takich warunkach
nózki mu się rwą do tańca:). Poza tym pomyłka Wojtka była naprawde baaardzo
dołująca, i zebrał adekwatne do niej joby:). Ale zgadzam się z Wojtkiem -
minusów brak!!!
-janek-